Marcin Gienieczko
Data: 2017-08-22

Po 25 dniach i 611 km samotnej przeprawy, bez pomocy z zewnątrz, dotarłem do brzegów rzeki Mackenzie. Tym samym dokonałem pełnego długodystansowego trawersu gór Mackenzie od Ross River do brzegów Mackenzie.

W 2005 roku przepłynąłem tę rzekę samotnie w canoe, otrzymując wiele nagród i wyróżnień, w tym z National  Geographic.

Teraz zrealizowałem swój wielki plan. Wyprawa była zdecydowanie cięższa niż przepłynięcie Amazonki. Dlaczego? Płynąc Amazonką jesteś mimo wszystko w cywilizacji, spotykasz ludzi, mijasz bary, gdzie można coś przegryźć. Tutaj jest tylko dzika natura, jest się zdanym wyłącznie na siebie.

W trakcie wyprawy „crossowałem” takie rzeki jak Twitya, Keely River czy Carcajou – ta ostatnia zatrzymała mnie w  2008 roku.

Zawsze marzyłem zrobić takie przejście samotnie i w końcu zamierzenie się powiodło

Równo 10 lat temu, tylko zimą, w 2007 roku byłem w Norman Wells u Polaka Marcina Rojka, który i tym razem mnie gościł. Tu przy okazji wielkie podziękowania dla M. Rojka. Wówczas planowałem przejść szlak Canol własnie zimą, ale okazało się to niemożliwe z powodu głębokiego śniegu i trudnego położenia terenu – góry, kaniony, gesty las itp.

Szlak Canol, który wybrałem jest bardzo wyczerpujący i wymagający. Jest to oryginalna trasa Canol, dodatkowym utrudnieniem było to, że postanowiłem wejść na Blue Mountain wnosząc plecak z pontonem i wiosłami, które były mi niezbędne do przeprawy przez rzeki. Akurat ta decyzja nie była najwłaściwsza, ponieważ kiedy skończył się szlak, musiałem spuszczać plecak na linie do wąwozów, głębokich jarów, przedzierać się przez gęsty las niczym w dżungli. To tutaj, po zejściu z gór nabawiłem się urazów – między innymi poważnych obrażeń ramion – głębokie otarcia spowodowały pojawienie się stanów zapalnych. Teraz odpoczywam i leczy je w miejscowym ośrodku zdrowia.

Bez zrobionego przeze mnie wózka nie dał bym rady

wózek Marcina GienieczkoPrzez 14 dni ciągnąłem specjalnie skonstruowany wózek, który sprawdził się w 100 procentach. Kolejne 11 dni szedłem z 37 kg plecakiem z żywnością i wspomnianym pontonem. Przejście przez rzeki, to czasem brodzenie po kolana w wodzie, czasem po szyję, ale też wykorzystanie owego pontonu, bo poziom wód niejednokrotnie był wysoki. Pogoda ogólnie była dość dobra, przez 8 dni od mila 222 było ciepło i słonecznie, dopiero na Polach Abrahama zrobiło się zimno i deszczowo.

To była ciężka przeprawa, codziennie pobudka o 6 rano i dzień w dzień marsz po 12 godzin. Narzuciłem sobie ambitny plan, ale chciałem zrobić trasę w ramach wcześniejszych ustaleń z kolegą i kartografem Adamem Wasilewskim.

Podobnie niełatwo było w kanionie Devil’s Pass – tu trzeba było iść korytem rzeki, były rozległe bagna i grząski teren. Był też źle poprowadzony wcześniejszy track,  mimo to, udało się wówczas dojść po 13,5 godzinach marszu do przystanku – Mila 108,  później szlak prowadził już doliną – wędrowało się znacznie lżej.

Przygotowanie do wyprawy do Mila 222 z Marcinem  Rojek

Marcin Rojek, który tutaj mieszka od lat 80 -tych, zabrał mnie 20  sierpnia o 15.00 czasu  NWT z nad brzegów Mackenzie. Teraz ma kilka dni odpoczynku. 21 sierpnia przyleciał do Norman Wells Rupert Dook, z którym zrobiłem w 2008 roku 350 kilometrowy marsz. Teraz obaj planujemy dokonać przejścia pod ,,górę”, czyli z Norman Wells do Mila 222.  Tym samym chce mieć na koncie zaliczony podwójny trawers Gór Mackenzie o długości 1000 km.

Czy mi się uda – tego nie wie, bo jestem zmęczony, mam uszkodzony plecak, lekko nadwyrężone, ale do naprawy buty, a przede wszystkim będę zmagał się z bólem.  Powstałe rany tak szybko się nie wygoją – powiedziano mi, ze potrzebne są 2-3 tygodnie, a ja ma zaledwie 4 dni, ponieważ 24 sierpnia planuję znowu zaatakować szlak.  Celem jest dojść do Mila 222, czyli do granicy z Yukonem w ciągu 16 dni, czyli poprawić dystans w marszu o 2 dni. Zrezygnujemy z marszu Blue Mountain, pójdziemy doliną, niemniej jednak będzie to bardzo intensywny marsz. Jeżeli okaże się, że niedźwiedzie Gryzzli nie uszkodziły zostawionego nad rzeką Twitya wózka, to planuję dotrzeć do granicy z Jukonem z wózkiem, ale nie jest to pewne. Wózek to duża pomoc w logistyce, która pomogła osiągnąć cel – nie da się nieść na plecach wszystkiego, co niezbędne podczas tych 25 dni.

Na razie cieszę się z tego przejścia i sukcesu oraz odpoczywam zdobywając siłę na drugą część projektu.

W trakcie tej wyprawy niosły mnie słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w Gdańsku w 1987 r.:

“Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”.

Marcin GienieczkoTe słowa powtarzałem do końca swojego marszu, do brzegów Mackenzie. Szedłem z Bogiem, bo tak zostałem wychowany przez rodziców, którzy są moimi przyjaciółmi. Podobnie jak Borge Ousland czy Mike Horn. Tak też chcę wychowywać swoje dzieci, dając im przykład i tworząc dobrą relację. To zrozumiałem podczas tej wyprawy. Najważniejsza jest rodzina, ale nie na odległość, tylko bycie ze sobą blisko. Te wartości są dla mnie ważne i to one przewijały się w tej wyprawie.  Ponadto wyprawa wg mnie ma dwa etapy – drogę krzyżową i drogę zmartwychwstania. Wierzę, że ta druga będzie drogą zmartwychwstania do wszystkiego.

Wielki trawers gór Mackenzie:

http://solo-mackenzie.blog.pl/

1026 km przeprawy przez najdziksze góry Kanady. Podwójny trawers: 634 km samotnie, 392 km z partnerem. Największe wyzwanie sportowe podróżnika Marcina Gienieczko!



Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *