palnik turystyczny kovea
Data: 2016-06-15

   Dobrze przygotowany turysta to nie taki, który wyda 5000 zł na sprzęt z najwyższej półki, aby następnie pochwalić się przed kolegami swoimi nabytkami. W większości przypadków szpej taki jest praktycznie niewykorzystany i stanowi jedynie drogi dodatek do naszych okazjonalnych wycieczek, zajmując przy tym sporo cennego miejsca w plecaku. Inny typ turysty – survivalowca to osoba, która liczy na swoją wiedzę i umiejętności wykorzystania tego, co znajdziemy po drodze przy minimalnym wsparciu sprzętowym. Aby jednak móc świadomie i z powodzeniem wykorzystać swoją wiedzę trzeba ją najpierw mieć. Wiąże się to z koniecznością odbycia licznych wypraw i zaliczenia wielu niepowodzeń, które wykuwają hart ducha wędrowca oraz umiejętności zrobienia czegoś z niczego.

   Cóż jednak mają począć osoby, które nie mają wywrotki pieniędzy, którą mogą przeznaczyć na jednorazowe wyjście do lasu? Albo ci ludzie, którzy zwyczajnie nie mają czasu na liczne, czasochłonne wycieczki do lasu, dzięki którym zdobyliby upragnione doświadczenie? No a jak powinna postępować najliczniejsza chyba grupa ludzi – ojców, owej głowy rodziny, która turystykę traktuje jako formę niedzielnej rekreacji uprawianej dla przyjemności swojej oraz – często – swych małych dzieci. Jak dobrać sprzęt kiedy plecak zajęty jest nie przez pałatki, krzesiwa, manierki i zestawy survivalowe, tylko pampersy, termos z herbatą i ciuchy na zmianę dla naszych latorośli/pociech ?

   Dziś chciałem Wam przedstawić jeden z produktów, który nie tylko ułatwia życie podczas turystycznych wypraw, ale jednocześnie posiada inne zastosowania, a w plecaku zajmuje tyle miejsca co nic. Jest to palnik gazowy Kovea Fireman. Jest to niewielkie urządzenie, które w połączeniu z kartuszem czyli małym pojemnikiem z gazem pozwala na szybkie i łatwe gotowanie wody, podgrzewanie dań czy wręcz przygotowywanie od podstaw całych obiadów. Na początek przyjrzyjmy się samemu palnikowi. Jest to niewielka konstrukcja, która w większości została wykonana z aluminium. Dzięki takiemu doborowi materiałów jest ona lekka i stanowi marginalne obciążenie dla naszego plecaka. Waga całego urządzenia to jedynie 87 gram czyli mniej więcej tyle co dwa batoniki Snickers. Palnik składa się z końcówki z gwintem, którą nakręcamy na kartusz z gazem, aluminiowego korpusu, pokrętła regulacyjnego, dyszy oraz ramion. Dużą zaletą jest płynna regulacja ciśnienia gazu, dzięki czemu możemy dobrać odpowiednią wielkość płomienia, a co za tym idzie szybkość gotowania. Palnik posiada trzy niezależne ramiona, które rozkładamy na zewnątrz. Każde z nich posiada blokadę, dzięki czemu nie istnieje możliwość przypadkowego złożenia się czy opadnięcia podczas pracy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że ramiona są dokręcone za pomocą śrub. Warto co jakiś czas sprawdzać solidność ich dokręcenia ponieważ zbytnio poluzowane mogą spowodować opadnięcie ramienia i wylanie się cieczy z pojemnika. Ramiona posiadają wyraźne nacięcia, które zapobiegają przesuwaniu się garnka czy menażki podczas gotowania. Palnik po złożeniu mieści się w polimerowym pudełeczku o wymiarach ok. 5x5x10 centymetrów.

   Palnik działa w połączeniu z kartuszem gazowym wypełnionym gazem propan butan. Firma Kovea oferuje takie zasobniki w trzech pojemnościach: 110g, 230g i 450g. Pozwala to na dobranie wielkości odpowiedniej dla naszych potrzeb. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że kartusz o pojemności 230g używany przez dwa dni wyprawy nie został zużyty nawet do połowy. Oznacza to, że na jednodniową czy nawet dwudniową wyprawę powinien wystarczyć najmniejszy z oferowanych kartuszy – 110g. Oczywiście wszystko zależy od tego co mamy zamiar robić. My ograniczaliśmy się do gotowania wody na herbatę oraz przygotowywania posiłków liofilizowanych. Kartusze gazowe mają jeszcze jedną ważną zaletę, o której nie sposób nie wspomnieć. Każdy z nich posiada specjalny gwint i uszczelkę pozwalającą na wielokrotne wykręcanie palnika bez utraty cennego gazu. Dzięki temu zestaw montujemy tylko wtedy gdy jest to nam potrzebne.

   Palnik gotuje wodę szybko i sprawnie. Zagotowanie porcji wody ok. 750 ml w okrągłej, stalowej menażce Helikon zajęło ok 4 minut. Co ważne – gotowaliśmy bez przykrycia na lekkim wietrze. Gdyby wyeliminować podmuchy wiatru oraz zastosować pokrywkę czas z pewnością byłby jeszcze krótszy. Sam wynik jest bardzo zadowalający i w konfrontacji z “taktycznym ogniskiem” czy kuchenkami survivalowymi zasilanymi paliwem stałym jest wręcz bezkonkurencyjny.

   Jedyną drobną niedogodnością konstrukcji jest brak zapłonu piezoelektrycznego, płomień trzeba zapalić tradycyjnie zapałką lub innym źródłem ognia. Natomiast warto pamiętać, że w ofercie tego producenta są inne modele palników, które w taki zapłon są wyposażone.

   Ciekawym doznaniem estetycznym są końcówki ramion rozgrzane do czerwoności. Efekt ten możemy obserwować zwłaszcza po zmroku i dodaje to troszkę uroku całemu procesowi gotowania. Należy pamiętać również, aby bezpośrednio po zakończeniu gotowania nie chwytać za ramiona. Są one mocno gorące i możemy się poparzyć. Proces ich stygnięcia przebiega szybko i już po ok. 5 minutach palnik jest gotowy do odkręcenia i złożenia. W praktyce nie zdążymy dopić herbaty kiedy narzędzie będzie chłodne i gotowe do spakowania. Warto również wspomnieć, że palnik tego typu może stanowić awaryjną alternatywę dla domowej kuchni (gazowej, elektrycznej), która uległa uszkodzeniu lub odłączeniu od źródła zasilania. Możemy wtedy z powodzeniem przygotować prosty posiłek czy zagotować wodę na herbatę lub kawę.

   Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że nie ma nic gorszego od porażki jaką człowiek ponosi, kiedy obiecuje dziecku ciepłą herbatę, aby następnie przez 30 minut bezowocnie męczyć się z rozpaleniem ogniska / taktycznej kuchenki survivalowej. Wynik negatywny spowodowany brakiem suchej rozpałki w okolicy spowodował nie tylko rozczarowanie dziecka, ale też wielkiego moralnego kaca taty “survivalowca”. Od tego czasu palnik Kovea jest nieodłącznym kompanem każdej wycieczki, a pozostałe alternatywy są przeze mnie traktowane jako ciekawostki lub średnio praktyczny element mojego turystycznego ekwipunku.

 

 



Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *