Marcin Gienieczko
Data: 2016-06-22

Podczas rejsu do Norwegii mieliśmy wiele przygód. Gdy wracaliśmy, silny sztorm uszkodził nasz jacht i nie byliśmy w stanie samodzielnie dobić do polskiego wybrzeża. Na szczęście z pomocą ratowników morskich udało się dotrzeć cało.

W drodze powrotnej dopadł nas gwałtowny sztorm, dochodziło do 10 w skali Beauforta. Fale uszkodziły ster, musieliśmy prosić o pomoc ratowników z Ustki. To zdarzenie nauczyło nas wiele i jest kolejną przydatną lekcją w przygotowaniach do wyprawy na Antarktydę. Cel wyprawy do Narodowego Muzeum Morskiego w Oslo został jednak zrealizowany – sanie są już w Polsce.

Pewnie ciekawi Was jak doszło do awarii naszego jachtu. Przez niemal cały czas morze było niespokojne, podczas mojej wachty doszło do uszkodzenia linek steru i straciliśmy sterowność. Już wcześniej w okolicach Kopenhagi musieliśmy zawinąć do portu z powodu wysokich fal. Chciałem jednak dopłynąć do Polski na moje urodziny, pogoda niestety nie była sprzyjająca. Na jachcie w kajucie mieliśmy już moje sanie na wyprawę i trzeba było tylko je dowieźć do domu.

W skrócie wyglądało to tak. Powrót przez Kattegat zażądał nieco większego wysiłku przy przebijaniu się pod przeciwny wiatr. Tuż za Skagen złapał nas silny porywisty wiatr wiejący do 7B. Płyneliśmy na foku i refowanym grocie. W drodze do Oslo urwał się nam ref grota i od tej chwili płyneliśmy na refowanym grocie no i całe szczęście, bo mieliśmy cały czas silne, porywiste wiatry. 16 czerwca  dopłyneliśmy do Nexo na Borholmie. To z tego miejsca w 2013 roku w swoim canoe przepłynąłem Morze Bałtyckie na trasie Bornholm – Darłowo w 27 godzin i 30 minut. Niestety głęboki niż, który pojawił się nad wybrzeżem Polski nie pozwolił nam wyjść tego samego dnia. Postanowiliśmy przeczekać.

Wypłynęliśmy 17 czerwca o godzinie 17.30. Morze było spokojne. Około 1-ej w nocy nasilił się wiatr. Prowadziłem jacht, miałem nocną wachtę na zmianę z Remigiuszem Trzaską z którym już płynąłem w 2006 roku na Ziemię Franciszka Józefa. To Remigiusz uczył mnie żeglarstwa i wszelką wiedzę jemu zawdzięczam. Około drugiej w nocy kiedy sam w ciemnościach prowadziłem jacht, wszyscy spali (próbowali zasnąć) ster przestał reagować  na wyznaczony kurs. Raptownie jacht zszedł z kursu i okręciło go o 180 stopni. Próbowałem korygować lecz nic to nie dało. Płynąłem na foku i refowanym grocie. Bom zaczął latać na  obie strony dlatego założyliśmy kontra szot. Obudził się Remigiusz i przejął ster mając już wcześniejsze takie doświadczenia. Siła wiatru wzrasta, za plecami pojawiły się  3,5metrowe  fale. Remigiusz włączył silnik próbując ustawić kurs jachtu. Niestety ster nie reagował. Spojrzał na mnie i w spokoju powiedział, nie mamy steru! Wszyscy zamarli, w takich warunkach, w ciemnościach, nasilający się wietrze straciliśmy ster. Niestety 25 mil od Ustki kapitan Remigiusz Trzaska zdecydował się wezwać pomoc. To był naprawdę rejs pełen wrażeń.

       



Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *